Pokazywanie postów oznaczonych etykietą na szydełku. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą na szydełku. Pokaż wszystkie posty

piątek, 9 grudnia 2011

Zimowe zapasy...

Któregoś pięknego dnia, zainspirowała mnie marchewka. 
Zwyczajna, polska karotka... 

Kiedy się nią zachwycałam, szydełko spojrzało niewinnie i... spróbowaliśmy wspólnie podjąć to wyzwanie.

Po chwili zgodnej współpracy - wyhodowaliśmy odmianę późnojesienną. ;) 


Do kompletu zaplanowałam jeszcze wyhodowanie żołędzia, ale chyba bardziej przypomina orzeszek...

Jak wiadomo takie rarytasy nosi się w fajnej siatce na zakupy, więc powstała jeszcze biała, zgrabna, siateczka z przewiewnymi otworami...


Pozostaje więc tylko wynieść je w chłodne miejsce... ;))

wtorek, 25 października 2011

Serdecznie i lawendowo...

Kolejne dziergadełka.
Tym razem mniejsze, ale wymagające nieco większych umiejętności niż miałam dotychczas.
Przerzucając się z dużych rozmiarów - z włóczki na kordonek - byłam pewna, że będzie trudniej. W sumie przez pewien czas tak było. Do czasu, aż wpadłam w swój rytm...
Tak w niego wpadłam, że aż tekturka kordonka zaczęła być coraz bardziej widoczna. I z ponad 300 m kordonka (to akurat bawełna - Crochetta), zostało niespełna 50...
I mimo, że strasznie szybko kończą się nici, to efekty coraz bardziej mi się podobają...

Póki co...

Szydełkowy prezencik poleciał do Moniś-ki, z okazji urodzin.



Woreczek szydełkowy z lawendową saszetką plus małe drobnostki...


A więc, poza szydełkowaniem, było jeszcze i szycie i klejenie.
I będzie tego wkrótce więcej...

niedziela, 9 października 2011

Wróżkowa włóczka i turkusowe mitenki...

Zrobiło się zimno. Okrutnie zimno, bo za bardzo daje się je odczuć... Na szczęście jest szydełko i włóczka! A to oznacza, że będzie cieplej niż dotychczas...

Jedna z włóczek, którą dostałam - to włóczka YARNFAIR. Dla własnych potrzeb nazwałam ją sobie wróżkową włóczką. ;)
Nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z takim klimatem jaki przyniosła. Przez kilkanaście pierwszych rzędów mitenek, myślałam, że coś w pobliżu pachnie. Po kilku następnych zdecydowałam się powąchać jednak motek. Nie myliłam się - ten zapach wydobywał się z kłębka włóczki...
To dość oryginalny zapach. Trudno go jednoznacznie określić, ale wygląda na to, że jest taka fabrycznie, bo od razu powąchałam resztę motków i każdy miał inny zapach. A ten - nawet w środku, w kłębku, pachnie, bo oczywiście wsadziłam do środka nos, by to sprawdzić. ;))

Dzięki tej włóczce spełniłam jedno z moich szydełkowych pragnień - mitenki.
Zrobiłam je wzorem imitującym wzór ściągacza. Szydełkowe jednak nie są tak mięciutkie jak na drutach, ale z efektu jestem zadowolona, bo są nieco grubsze. I wrrreszcie... BĘDZIE CIEPLEJ! :))



Kolor włóczki to mocny turkus.
Akryl 100%. Włosek dość widoczny, ale ciepły.
Nie pamiętam ile włóczki zjadły mitenki, ale przypuszczam, że ok. 200 m. Kłębek jest duży (3 nitki), więc prawdopodobnie to większa połowa motka. 


Nawet jedno foto udało mi się zrobić w świetle dziennym...


Pozostaje więc ocieplić resztę kończyn. ;))

piątek, 7 października 2011

Szydełkomania praktyczna...

Prawdopodobnie nie ma uczelni z takim kierunkiem, a nawet jeśli... Praktycznie sama ją sobie wolałam stworzyć...
I kolejny miesiąc zaczęłam od szydełkowania praktycznego.
Przez wiele lat ten kierunek był dla mnie kierunkiem bardziej mentalnym, dlatego teraz, gdy już mogę powiedzieć, że do szydełka dojrzałam... Działam! ;))

Początkowo testowałam WOŚP`owe włóczki. Aukcja z resztkami pozwoliła nie marnować od razu tych lepszych kłębuszków i zacząć racjonalnie. To nauczyło mnie też dużej pokory w przerabianiu nowych wzorków, poznawania składu (chociażby odróżniania warunków jakie narzucają konkretne włóczki) czy przeznaczenia włóczek...

Zaczynałam głównie od akryli, poprzez mieszanki wełniano-akrylowe, wełniane, bawełniane i w mieszankach ściśle nie określonych...
Każda włóczka, którą przerobiłam, każdy wzorek, który poznałam (głównie przypadkiem, bo przez własną ciekawość z tego co wyszło), czegoś mnie nauczyły...

Staram się testować wszystkie włóczki, które wpadną mi w ręce.
Czasem są to małe kłębuszki, które jeszcze nie mają swojego przeznaczenia, ale samotne z pewnością nie pozostaną! :)
Te najmniejsze resztki uczą mnie najwięcej. Chociaż wkrótce postaram się wypłynąć na jeszcze szersze wody.

Póki co błękitne i białe kwadraciki prezentują się tak o - lekko niezgrabnie, ze względu na to w jakiej są formie... ;)

Niebieskie już mają schowane ogonki. Na białe wkrótce przyjdzie pora...

W międzyczasie zostałam obdarowana, przez mamę, kilkoma wieelkimi kłębkami akrylu i kordonkami, więc wkrótce pokażę coś więcej...


Dziękuję, że zaglądacie.
Trendów nie śledzę, bo i po co, choć mam sporo zaległości blogowych, które chciałabym nadrobić. Wkrótce postaram się wszystko uzupełnić...